W wielu rodzinach wciąż pokutuje przekonanie, że przygotowywanie posiłków to obowiązek mamusi. Nie rozumiem, dlaczego ten stereotyp tak wgryzł się w nasze głowy. Przecież to faceci są najlepszymi kucharzami! Wielu mężczyzn radziło sobie doskonale w kuchni prowadząc kawalerskie życie, a po ślubie zapominają jak zagrzać wodę na herbatę... Czy u was też tak jest?
U nas strawą cielesną zajmuje się ON. Zdobywa produkty czyli wnosi kartony zakupów, jeździ na wieś po kozie mleko czy cielaka i zaopatruje się w piwnicy swojej teściowej. Ponadto na co dzień przywozi obiady ze stołówki, a menu na weekendy i święta sporządza z dużym wyprzedzeniem. Mi pozostaje współpraca ze zmywarką w kombinacji z dyżurami przy zmywaku i opieką nad dziećmi podczas przygotowywania kiełbas do wędzenia czy równie wyrafinowanych przekąsek. Wczoraj śpiącym uchem słyszałam mikser i spodziewam się dziś pysznego chłodnika. Biorąc pod uwagę, że próbowanie potraw podczas ich przyrządzania odbiera mi apetyt, i to że JEMU próbowanie i doprawianie do smaku sprawia przyjemność i pobudza apetyt -to jedyne rozwiązanie- ON przy garach, ja na zmywaku...
I ja mam to szczęście, że w kuchni najczęściej pracuje mąż :) Po pierwsze - ma to po swoim tacie, Po drugie - 5 lat w akademiku z la od rodziców robi swoje :) Na szczęście nie przeszło mu po ślubie i tak naprawdę wiele mnie nauczył. Jenie za ciasta się nie bierze (więc nawet nie wie że to proste i spokojnie dałby radę), więc chociaż tu mogę się czasem wykazać :) I tak naprawdę gotujący mąż to największy skarb... szczególnie dla świeżo upieczonej mamy! Oj, co my byśmy wtedy bez niego zrobiły... :)
Mój mąż do niedawna miał do gotowania 2 lewe ręce. Raz gdy poprosiłam go żeby odcedził ziemniaki, pomylił garnki i ,,odcedził" rosół... O przygotowaniu zwykłej pomidorówki nie było nawet mowy, a obiad musiał być nałożony na talerzyk i postawiony przed nim. Wiecie co podziałało jak zimny prysznic? Pierwsza zupa ugotowana przez starszą córkę :) Pamiętam, że postawiłam przed nim talerz zupy ogórkowej i mruknęłam coś w rodzaju ,,Twoja córka więcej umie od ciebie". To był ten przełom :) Od tamtego czasu świetnie sobie radzi, a rosół robi lepszy ode mnie ;D A ja już wiem, ze nic tak nie działa na faceta, jak gorzki posmak zazdrości :)
Ekomamusia nastolatki i dwuletniej dziewczynki
Mój blog: http://www.ekorodzice.pl/blogi1570,inne-notki.html
No niestety tak , w kuchni głównie spędzam czas ja na początku byłam może trochę zła. ale chyba się przyzwyczaiłam. Zresztą to ja siedzę w domu mąż dużo pracuje i głupio byłoby wymagać jeszcze gotowania obiadu.
U nas niestety kuchnia też należy do mnie, chociaż oboje pracujemy - a nawet licząc tygodniowe godziny pracy - ja pracuję więcej :(
Nie jest to sprawiedliwe, ale mój mąż ma złe wzorce wyniesione z domu, źle został nauczony przez matkę, poza tym jest leniwy i rozlazły :( Poza tym ma wiele innych zalet :)
Oczywiscie buntuję się, ale niewiele to daje. Mąż twierdzi, że mężczyzni, którzy gotują to obżartuchy i pijacy, więc powinnam się cieszyć z jego antypatii do gotowania. Moim dużym osiągnieciem jest to, że mąż zaczął sam robić sobie kanapki. Może za jakiś czas zacznie gotować. Nie przekreślam go.
A ja gotuję, i uwielbiam gotować, i nikomu nic do mojego królestwa czyli kuchni. Mój mąż nie potrafi nic ugotować i w cale od niego tego nie wymagam, tak jak on ode mnie nie wymaga naprawiania cieknącego kranu czy szpachlowania ścian. Jestem całkiem zadowolona z takiego układu nie pozwalam sobie nikomu wmówić, ze jest inaczej. Nie zawsze tradycyjnie znaczy źle.
Daszka, a zapytaj męża, dlaczego gotujący faceci to pijacy?:DDD
Mój mąż nawiązuje do naszego znajomego, który bardzo lubi zjeść, lubi też wypić - pije często winko lub piwo podczas gotowania, a gotuje po prostu rewelacyjnie (ma talent). Poprzez ten przykład generalizuje, usprawiedliwiając swoją niechęć do kucharzenia ;).
Nie każdy z nas może sobie pozwolić na domowy ogródek z ziół we własnym mieszkaniu. Natomiast każdy jest w stanie przygotować sobie mrożony ogródek z ziół we własnej lodówce! Zioła najpierw należy umyć i posiekać, a następnie przełożyć do szczelnych pojemników. Można mrozić w każdym woreczku jeden gatunek roślin albo robić z nich mieszanki. Najlepiej wykorzystać w tym celu: lubczyk, cząber, koperek, rozmaryn, tymianek, melisę, mięte, natkę pietruszki oraz majeranek. Radzimy mrozić zioła, ponieważ mają o wiele więcej witamin i aromatu niż ich suszone odpowiedniki!
Jesteś eko-mamą? Chcesz podzielić się swoimi poglądami na temat ekologii, naturalnej ciąży, rodzicielstwa bliskości, pieluszek wielorazowych, pielęgnacji oraz wychowania dziecka? Dołącz do eko-użytkowników!