Witam ze względu na swoje studia.Ukończyłam pedagogikę, dużo naczytałam i nasłuchałam się właśnie o nauczaniu swoich pociech w domu. Jedni są bardzo "za" inni "przeciw" i tak na dobra sprawę nie wiadomo komu ufać i wierzyć. Chyba trzeba zdać się na swój rozsądek i po przeanalizowaniu wszystkich plusów i minusów podjąć dobrą decyzję.
W USA edukacja domowa ma wielu zwolenników, w Polsce dopiero raczkuje, ale może ktoś z Państwa zdecydował się wziąć wykształcenie swojego dziecko w swoje ręce albo myśli o tym?
Ja jestem zdecydowanie przeciw, edukacja dziecka to nie tylko przekazywanie wiadomości, ale też nauka przebywania w grupie, rozwiązywania konfliktów, radzenia sobie ze stresem i problemami, a przy nauce w domu, nie jest możliwy codzienny, kilkugodzinny kontakt z rówieśnikami. Nawet jeżeli będziemy codziennie prowadzać dzieciaka na plac zabaw, jest to zupełnie inna sytuacja, bo każde dziecko bawi się pod czujnym okiem mamy, babci lub niani, które wkraczają do akcji przy najmniejszej sprzeczce. Ucząc dziecko w domu wychowamy bardzo mądrego, lepiej wykształconego od rówieśników dzikuska, który nie będzie potrafił się odnaleźć w świecie.
Jeśli o mnie chodzi, to na pewno nie zdecydowałabym się na naukę w domu. Przecież dziecko oprócz matematyki i polskiego musi się nauczyć przede wszystkim samodzielności, radzenia sobie, jeśli obok nie ma mamy. Czasem potrzebny jest też smak porażki, gdy nie umie się skoczyć przez kozła i zwycięstwa, gdy da sie wygrać szkolny konkurs. Tego nie da się zapewnić dziecku w domu.Poza tym w szkole często rozwijają się największe przyjaźnie, zupełnie inaczej jest spędzać z kimś codziennie pół dnia w szkolnej ławce, niż spotykać się z nim tylko raz na jakiś czas. Dziecko, które uczy sie w domu nie ma z kim porozmawiać o wrednej nauczycielce ani kłopotach na W-fie, bo te emocje nie są mu znane. Poza tym w domu nie da się trzymać ucznia w nieskończoność, w końcu samo będzie chciało posmakowac innego świata. A wtedy mogą pojawić się bardzo duze problemy w nawiązywaniu kontaktów z rówieśnikami. Nie da się zaprzeczyć, że nauka indywidualna przychodzi dużo szybciej, daje widoczniejsze efekty. Ale na pewno nie zdecydowałabym sie na tak radykalny krok.
Ekomamusia nastolatki i dwuletniej dziewczynki
Mój blog: http://www.ekorodzice.pl/blogi1570,inne-notki.html
Zgadzam się. Argument , że dziecko może spotykać się z innymi rówieśnikami na zajęciach dodatkowych itd mnie nie przekonuje. To tak jakby dziecko wybrało sobie ulubione koleżanki i kolegów, z którymi bawi się i spędza czas a wiadomo, że w szkole jednych lubi się bardziej innych mniej i trzeba sobie radzić z emocjami. Dziecko przebywając w jakiejś grupie integruje się z nią, czuje się bezpieczne. A na "stare lata" ma co wspominać, chociażby wycieczki klasowe i pierwsze wagary;)
Sama bym się nie zdecydowała uczyć swoje dziecko - bo jestem zbyt mało zorganizowana;) Poza tym uważam, że socjalizacja jest równie ważna jak sama nauka. Natomiast wydaje mi się, że w niektórych sytuacjach możliwość takiego nauczania domowego jest potrzebna. Jeśli dziecko zle się czuje w szkole (z powodu np. agresji innych uczniów) a nie ma możliwości przeniesienia dziecka do innej placówki - to wg mnie taka nauka w domu jest jakimś rozwiązaniem.
No ale to tylko moja opinia, nie muszę mieć racji;)
Witam ze względu na swoje studia.Ukończyłam pedagogikę, dużo naczytałam i nasłuchałam się właśnie o nauczaniu swoich pociech w domu. Jedni są bardzo "za" inni "przeciw" i tak na dobra sprawę nie wiadomo komu ufać i wierzyć. Chyba trzeba zdać się na swój rozsądek i po przeanalizowaniu wszystkich plusów i minusów podjąć dobrą decyzję.
W USA edukacja domowa ma wielu zwolenników, w Polsce dopiero raczkuje, ale może ktoś z Państwa zdecydował się wziąć wykształcenie swojego dziecko w swoje ręce albo myśli o tym?
to bardzo śmieszny dylemat dla kogoś kto zna polską szkołe. Nawet jak pójdzie do szkoły to i tak sama musisz być nauczycielką w domu, dlaczego przekonasz się. jedyny plus, że ktos niezaleźny bedzie kontrolował postepy dziecka na bieżaco, a dziecka ma okazję sie rozwijać społecznie. Niestety, dobre szkoły w naszym kraju są jak rodzynki w tanim cieście, a średnia zarówno szkół płatnych jak i publicznych, bardzo słaba
W porównaniu do szkół np amerykańskich, czy brytyjskich nie jest tak źle, niestety nowa PP próbuje nasze dzieci wcisnąć w program wzorowany na ich systemie i coraz bardziej równamy w dół.
moi znajomi edukują dwoje dzieci w domu,"" chodzą" jakoś do 4 i 3 klasy, są bardzo zadowoleni, twierdzą że odkąd zaczęli nauczanie w domu, dzieci stały się spokojniejsze i chętniej się uczą. co do kontaktów z dziećmi to oni mają 6 dzieci, więc tutaj te dzieci nie są odcięte od świata, na zajęcia dodatkowe chodzą, na podwórko itd. ale uważam że to rozwiązanie nie dla wszystkich, a już na pewno nie jak ktoś ma 1 dziecko, może być mu smutno..
Gdybym nie musiała pracować, poważnie pomyślałabym o edukacji domowej. Ostatnio czytałam artykuł w Naszych Inspiracjach dot. właśnie edukacji domowej. Wg zwolenników tej formy nauczania, ma ona wiele plusów i ich argumenty do mnie przemawiają.
Jedyne co mogłam zrobić, to załatwiłam mojemu dziecku naukę w klasie integracyjnej. Jest tu zmniejszona liczba dzieci i 2 panie. Dzieci sa bardziej dopilnowane, ale i tak za dużo jest przemocy w szkole na przerwach. Na własne oczy widziałam, jak chłopcy na oko 4-5 klasa pastwili się nad koleżanką, ciagnac ja za włosy i popychając. Na szczęście ja się pojawiłam i mogłam zainterweniować.
Dodam tylko, ze jak napisała Patka, poziom naszych szkół nie jest najlepszy, nauczyciele niby dyżurują na przerwach, a na tych przerwach jest po prostu sodoma i gomora. Ogólnie, jak dziecko nie jest geniuszem, dobrze jest pracować z nim w domu.
Na stronie stowarzyszenia edukacji w rodzinie jest wiele fajnych pomysłów na pracę z dzieckiem, polecam.
Najdziwniejsza sprawa jest taka, że w pewnym wieku dzieci w pewien sposób przestają reagować na to, co się dzieje wokół nich. Ostatnio wybrałam się do gimnazjum mojej Olki, bo nie mogłam być wcześniej na zebraniu. Trochę mną wstrząsnęło. Nie tylko poziom hałasu taki, że nie słyszałam własnych myśli, ale też przepychanki, niezbyt piękne słowa niczym przecinki w zdaniu. Zaczęłam rozmowę z córką, która wydawała się nieco zdziwiona twierdząc, że to przecież normalne, nic niezwykłego się nie dzieje. Biorąc pod uwagę fakt, że w czasach mojego dzieciństwa szkoły wyglądały zupełnie inaczej boję się pomyśleć, co będzie za kolejne dwadzieścia :) Poziom szkół też faktycznie bywa różny, ogólnie podstawówka i gimnazjum to jeszcze nie ten etap, gdzie wszyscy siedzą cicho jak trusie, bo chcą się czegoś nauczyć. Mamy więc nauczycieli, którym ciężko sobie poradzić z klasowymi rozrabiakami i w efekcie połowa lekcji mija na upominaniu ich. A ktoś, kto chciałby coś zapamiętać, traci 30 minut. Nasza edukacja wprost błaga o zmiany.
Ekomamusia nastolatki i dwuletniej dziewczynki
Mój blog: http://www.ekorodzice.pl/blogi1570,inne-notki.html
Nie każdy z nas może sobie pozwolić na domowy ogródek z ziół we własnym mieszkaniu. Natomiast każdy jest w stanie przygotować sobie mrożony ogródek z ziół we własnej lodówce! Zioła najpierw należy umyć i posiekać, a następnie przełożyć do szczelnych pojemników. Można mrozić w każdym woreczku jeden gatunek roślin albo robić z nich mieszanki. Najlepiej wykorzystać w tym celu: lubczyk, cząber, koperek, rozmaryn, tymianek, melisę, mięte, natkę pietruszki oraz majeranek. Radzimy mrozić zioła, ponieważ mają o wiele więcej witamin i aromatu niż ich suszone odpowiedniki!
Jesteś eko-mamą? Chcesz podzielić się swoimi poglądami na temat ekologii, naturalnej ciąży, rodzicielstwa bliskości, pieluszek wielorazowych, pielęgnacji oraz wychowania dziecka? Dołącz do eko-użytkowników!