Ekorodzice

angelika (postów: 14) Użytkownik portalu
20 punktów
2011.03.24 13:43
Ja po porodzie miałam tydzień załamania, cały czas byłam smutna, często płakałam, sama nie wiedząc o co mi tak naprawdę chodzi! Na szczęście trwało to kilka dni.A wy też miałyście chwilę zwątpienia tuż po porodzie?
choroba-na-smierc (postów: 310) Użytkownik portalu
44 punktów
2011.08.17 15:10
Mnie na szczęście ominęło, ale to chyba tylko dlatego, że cały czas był przy mnie mój chłopak. Najtrudniejsza była jednak noc z nawałem mlecznym - wtedy płakaliśmy całą trójką ;) dziecko darło się przy twardej piersi, ja płakałam z bólu, a Luby odciągał mleko...
Dopiero zaczynam być mamą, ale cały czas jest ciężko, choć na tym etapie najtrudniej walczyć ze zmęczeniem. A to pewnie dopiero impregnacja na poważniejsze problemy, które sprawią nam pociechy w przyszłości ;)

Dodam jeszcze, że baby blues jest zjawiskiem fizjologicznym, związanym częściowo ze spadkiem hormonów. Jeśli jednak smutek utrzymuje się, to w okresie 4-6 tydzień po porodzie diagnozuje się depresję poporodową.
Naturalne kosmetyki www.gaj-oliwny.pl: mydło aleppo, czarne mydło savon noir, masło shea, olejek migdałowy, olej nigella i cała reszta dóbr.
Konto użytkownika zostało zablokowane lub skasowane
HAART (postów: 395) Użytkownik portalu
226 punktów 226 punktów 226 punktów
2012.04.27 14:30
Przeżyłam 2 dniowy baby blues :)

Chciałam być MATKĄ POLKĄ karmiącą tylko piersią
W szpitalu, po akcjach z głodówką (pooperacyjną, w sumie byłam bez jedzenia i picia 6 dni), kroplówką, komplikacjami itd okazało się, że mam za mało pokarmu i małemu spadała waga zalecono dokarmianie butlą. Rozbeczałam się na całego...

To był 4 dzień po porodzie. Wiedziałam, że obniżony poziom prolaktyny w organizmie robi mi z mózgu wodę i wszystko będzie problemem.

Wyprawa po pierwszą dawkę sztucznego mleka do położnych była jak droga krzyżowa. Szłam kilka razy i za każdym razem po drodze się rozbeczałam, wracałam do sali i wybierałam się ponownie.

miałam takie 2 dni... kiepskiego nastawienia.

W głowie huczało mi:
nie jesz od 4 dni, tylko kroplówki i kroplówki, przywiązana jesteś do tych "woreczków na wieszaku" tak, ze nawet do kibla nie można wyjść, a biegunka nie pyta czy możesz... mały dostał żółtaczki, traci na wadze i musisz podawać sztuczne mleko... Piersi płaczą z bólu a do tego znowu zator w żyle. Gdzie teraz je wbiją... Jak mam przebrać czy nakarmić małego jak u rękach mam igły? I jeszcze przychodzi położna i mówi, że muszę trzymać rękę prosto bo się żyły zapychają! A jak mam z wyprostowaną ręką przebrać dziecko?????? Leje się ze mnie od tego upału a nawet nie mogę pójść pod prysznic bo .... jeszcze trzy woreczki do opróżnienia, potem woreczek z lekiem przeciwbólowym i druga tura nawadniaczy. I bądź tu dzielna
A miało być tak pieknie
Ostatnia zmiana: 2012.04.27 14:33
Mój KREATYWNY BLOG www.haart.pl
daszka (postów: 200) Użytkownik portalu
40 punktów
2012.04.27 16:20
U mnie wprost przeciwnie. Obie ciąże zakończyły się cesarką po długich i ciężkich porodach. Byłam  autentycznie szczęśliwa, że mam już to za sobą i i mogę w końcu patrzeć na swoje dziecko i przytulać je. Opieka nad dzieckiem nic nie zmieniła, nadal czułam się szczęśliwa, że moje dziecko JEST. I wciąż tak jest.
Ale ciąże miałam ciężkie i porody traumatyczne.
iaera (postów: 437) Użytkownik portalu
78 punktów
2012.04.27 20:24
Ja miałam raczej lekką ciążę, poród co prawda strasznie długi, ale raczej bez traumatycznych przeżyć, ale najgorsze przeszło potem. Okazało się, że karmić nie potrafię, zająć się dzieckiem też nie, nie jestem idealna i non stop beczę. Mąż żartował, że co wchodzi do domu, to widzi płaczące niewiasty. Wtedy, to mnie wcale nie bawiło. Niestety cały czas mówi się o cudownym macierzyństwie, raczej pomija temat baby blues, a bardzo często kobiety przez dość długi czas jakoś tego cudu dostrzec nie mogą i dodatkowo przez to czują się winne. No bo skoro płaczę patrząc na mojego cudnego szkraba, to jestem złą matką i tyle.
daszka (postów: 200) Użytkownik portalu
40 punktów
2012.04.28 08:01
A ja nie do końca zgodzę się, ze stwierdzeniem, że nie mówi się o tzw BABY BLUES i rozszerzę swoja poprzednią wypowiedź.
W pierwsze ciąży byłam w 2001 roku i już wtedy w publikacjach dot. ciąży i porodu mogłam przeczytać o depresji poporodowej. Byłam na nią nawet przygotowana z racji bardzo ciężkiej ciąży, przedwczesnego i trudnego porodu zakończonego cesarką. Ale nic takiego się nie pojawiło. Trudności, kłopoty z wcześniakiem spowodowały ogromną siłę do działania. U mnie było tylko działanie - jak najszybciej wstać na nogi, być sprawną, żeby opiekować się dzieckiem i karmić piersią - co mi się udało - karmiłam synka 3 lata ;) Potem w okresie pierwszych 6 miesięcy życia nie miałam czasu na myślenie - dziecko miało ciągłe kolki, problemy ze snem, przedłużającą się żółtaczkę, problemy z rozwojem, wzmożone napięcie mięśniowe. Chodziłam jak mały robocik, a sen był nagrodą i tylko marzyłam, żeby się wyspać.
Poza tym naprawdę czułam się w tym wszystkim szczęśliwa - moje dziecko żyje, ma trudności ale żyje, nic nie jest ważne, bo moje dziecko po prostu żyje i mogę je przytulać, karmić piersią spać z nim.
Drugą ciążę niestety straciłam...
W trzeciej byłam już pod szczególnym nadzorem od samego początku, ale zagrożenie wciąż bylo. Tylko liczyłam tygodnie, żeby donosić ciąże do takiego momentu, kiedy ewentualnie dziecko będzie miało już szansę na przeżycie. Jak dotrwałam do 25 tyg ciąży, moja radość była ogromna. Częste pobyty w szpitalu, ciągłe kroplówki - w moje żyły nie było już gdzie się wkłuwać. Potem bardzo trudny poród, scenariusz się powtarzał, więc ponowna cesarka. Po porodzie nie było żadnego spadku nastroju, a teraz publikacje o baby blues były już w każdej gazetce o dzieciach, szczegółowe informacje, jak można to leczyć, historie mam, które przeszły baby blues  - również w książeczkach, które dostawało się po porodzie razem z próbkami różnych rzeczy dla dzieci.
A u mnie znowu wielka radość - moje dziecko żyje, jest ze mną, mogę je przytulić i nic już się nie liczy. Po drugim cięciu o wiele bardziej bolały powłoki brzuszne, tez ciągle dostawałam kroplówki, był problem z ruszeniem się, bo jak chodzić z dwiema kroplówkami; do pozycji siedzącej podciągałam się na pasku przyczepionym do łóżka, które pamiętało chyba czasy Krola Ćwieczka ; Wymyślałam różne triki, które pomogą mi zmieniać pozycję. Też chciałam jak najszybciej wstać i chodzić, być samodzielna. Nie było czasu na myślenie i może to mnie uratowało przed baby blues.

Zapomniałam napisać, że też płakałam po porodach - po prostu jak patrzylam na moje dzieci, to mi leciały łzy ze szczęścia, nie mogłam się na nie napatrzeć. A tych łez szczęścia było bardzo dużo, czułam się jak beksa, takie wzruszenie mnie ogarniało i poczucie ogromnego szczęścia.

Dlatego uważam, że każda sytuacja jest inna i nawet baby bules moze albo się nie pojawić, albo być słabiutki albo bardzo mocny. Ale o nim naprawdę jest teraz głośno.
Ostatnia zmiana: 2012.04.28 08:08
daszka (postów: 200) Użytkownik portalu
40 punktów
2012.04.28 08:12
Jeszcze dopiszę, ze trafiłam po obu porodach na wspaniały personel medyczny, który w państwowym, obskurnym szpitalu był na każde moje skinienie, czułam się jak ważna osoba, a nie jak przedmiot.
miraga_ (postów: 253) Użytkownik portalu
40 punktów
2012.04.29 07:25

Ja jak na razie przeżyłam jeden poród i powiedziałam sobie, że nigdy więcej.

Jeśli chodzi o cały okres ciąży, to kojarzy mi się z ciągłymi mdłościami, wymiotami i tak w kółko do samego końca. W drugiej połowie ciąży dokuczała mi też bezsenność. Codziennie po 2 godziny w nocy. Pojawiły się też skurcze w nogach, ale na szczęście magnez załatwił szybko problem. Pod koniec ciąży zawyżone próby wątrobowe i wykryte u Małej niedomknięcie zastawki trójdzielnej. Na szczęście po porodzie się domknęła, więc ten problem już z głowy.

Sam poród trwał około 6 godzin i był dla mnie koszmarem ze względu na ból. Chyba mam mały próg bólu, czy co. Oczywiście widok Małej, to najszczęśliwsza chwila w moim życiu. Była cała owinięta w pępowinie. Na szczęście jakoś nie wokół szyjki. W szpitalu jakoś sobie radziłam. Słuchałam wszystkich porad położnych i pielęgniarek. Chciałam jak najszybciej wrócić do domu. Mąż miał tydzień wolnego, to mnie wspierał. Jednak po kilku dniach przyszedł „kryzys”. Chciałam karmić ją piersią jak najlepiej, niestety nie do końca mi się to udawało. Brodawki poranione, a ja dalej zaciskałam zęba i ponawiałam próby. Początek macierzyństwa nie był czarujący: ciągle bliska łez, ciągły ból, brak snu, zmęczenie, wątpliwości. Na szczęście mąż załatwił nakładki i jakoś to przetrwaliśmy. Choć naprawdę różne myśli mi przychodziły, czy sprostam swojemu wyobrażeniu o macierzyństwie. Początki są trudne raczej dla każdej kobiety, zwłaszcza że chce być się „idealną” mamą.

http://www.ekorodzice.pl/blogi2805,inne-notki.html http://miraga80.blogspot.com/
Gruszka, jabłko, a może klepsydra? Sprawdź swój kształt!

Quizy

1001 pytań i odpowiedzi na kazdy temat. Jeżeli chcesz się dowiedzieć więcej zajrzyj tutaj.

 

 

Zobacz wszystkie »
Pieluchy wielorazowe podbiły już serca wielu ekomam. O ich zaletach mówi się coraz głośniej i śmielej… W jaki sposób wielorazówki zaskarbiły sobie przychylność rodziców? I dlaczego tradycyjne jednorazówki są zmorą ekologów? Rozwiąż quiz i dowiedz się więcej...
Najlepsze prezenty świąteczne
zrobione własnoręcznie np. techniką decoupage
praktyczne, takie które przydadzą się w domu, a nie będą tylko ozdobą
dobra książka - ma szanse trafić w gust każdego
karta podarunkowa
inne